
Psalm 95
Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie.
1 Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznośmy okrzyki na cześć Skały naszego zbawienia:
2 przystąpmy z dziękczynieniem przed Jego oblicze,
radośnie śpiewajmy Mu pieśni!
3 Albowiem Pan jest wielkim Bogiem
i wielkim Królem ponad wszystkimi bogami:
4 głębiny ziemi są w Jego ręku i szczyty gór należą do Niego.
5 Morze jest Jego własnością: bo On sam je uczynił,
i stały ląd ukształtowały Jego ręce.
6 Wejdźcie, uwielbiajmy, padnijmy na twarze
i zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
7 Albowiem On jest naszym Bogiem, a my ludem Jego pastwiska
i owcami w Jego ręku. Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego:
8 Nie zatwardzajcie serc waszych jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
9 gdzie Mnie wasi przodkowie wystawiali na próbę
i doświadczali Mię, choć dzieło moje widzieli.
10 Tamto pokolenie budziło we Mnie wstręt przez lat czterdzieści,
i powiedziałem: «Są oni ludem o sercu zbłąkanym
i moich dróg nie znają».
11 Przeto przysiągłem w moim gniewie:
«Nie wejdą do [miejsca] mego odpoczynku».
* * *
Każda osoba choć trochę myśląca dostrzega może nie przepaść, ale jednak ogromną różnicę między siłą istnienia Boga – odwieczną, nieogarnioną – a ulotnością życia ludzkiego – chwilową, prawie nieuchwytną, bo cóż tak naprawdę znaczy tych kilkadziesiąt darowanych lat… W tym znaczeniu, badając relację między Stwórcą a stworzeniem, trzeba przyjąć, że inicjatywa do kontaktu znajduje się po stronie Boga. To On pierwszy powołuje człowieka, obdarza życiem, wychodzi naprzeciw, szuka, tęskni, pobudza do modlitwy. Nawet wiara jest nazywana łaską czy darem wychodzącym z ręki Boga dla osoby, która bez tego daru niezdolna byłaby podnieść wyżej swej duszy. To wszystko fakt, natomiast w Psalmie 95 podkreślona jest nie przeciwna, nie sprzeczna z powyższą, ale jeszcze inna część prawdy: że nie tylko Bóg wybiera człowieka, lecz On sam również pragnie być przez człowieka wybrany. Najmocniejszym w przekazie miejscem medytowanego dzisiaj utworu będzie wołanie o niezatwardzanie ludzkiego serca. W ten błąd wpadli przodkowie Żydów nad wodami Meriba i Massa (w. 8). Można, naprawdę można stworzyć w sobie obojętne serce wobec Pana. Milczeć, biorąc Jezusa na odległość chłodu, na brak jakiegokolwiek uczucia, na religijne ominięcie, niedzielny legalizm, zaniechanie modlitwy aż do całkowitego nieofiarowania siebie. Wiara żywa więc to wzajemna inicjatywa dwóch istnień – odwiecznego Boga i doczesnego człowieka. Pierwszy w tej relacji jest najważniejszy, ale drugi nie będzie też nic nieznaczący.
Czy odpowiadasz świadomym aktem ducha na dar wiary? Czy nie trzymasz Boga na poważny dystans wobec siebie?
Dlaczego jednak ludzkie serce często twardnieje wobec Boga? I co zrobić, żeby tak się nie działo? Warto rozpocząć medytację nad Psalmem 95 od ostatniego wersetu, w którym psalmista tajemniczo stwierdza, że ludzie o zbłąkanym wnętrzu nie wejdą do krainy Bożego odpoczynku (w. 10–11). Spoczynek Pana nie jest tłumaczony w tym miejscu poematu jako wewnętrzny stan Trójcy Świętej, lecz jako miejsce doczesne, związane z miłością Boga i Jego wolą. Tak więc gdzie to jest? Gdzie może znajdować się miejsce Boskiego odpoczynku? To Kanaan. Komentatorzy biblijni twierdzą, że chodzi tutaj o jedyny w swoim rodzaju moment – o wejście lub nie do ziemi Kanaan, obiecanej narodowi wybranemu. Był to akt opłacony wielkimi trudnościami, upadkami moralnymi oraz ofiarami. Nie wszyscy wkroczyli do Kanaan. Faktycznie, nie wszedł tam nikt z buntowników spośród narodu wybranego, choć całe zwarte szeregi szczęśliwie opuściły Egipt podczas nocy paschalnej. Do Kanaanu – poza Kalebem i Jozuem – wprowadzeni zostali jedynie ci, którzy przeżyli czterdziestoletnią wędrówkę po pustyni. Gdy ktoś sprosta długiemu, trudnemu życiu, doświadczy cierpienia i samotności, pokocha szczęśliwie i stoczy walkę o miłość, a nade wszystko skosztuje gorzkiego smaku błędnych, dokonanych przez siebie wyborów, lecz zdoła w ostatniej chwili zawrócić, po tym podobnych wydarzeniach nosi w piersiach serce nie kamienne, nie twarde, nie obojętne, ale lekkie, wrażliwe, gotowe do wyrwania się przez próg śmierci ku wieczności. Jak serce swobodnego ptaka.
Jakie próby przeżyłeś? Czy twoje wnętrze po trudnych doświadczeniach stało się lekkie i dojrzałe do zjednoczenia z Bogiem? Rozumiesz, jaki jest cel trudów, które Pan dopuszcza, i bardziej Mu ufasz?
Trudno jest jednak interpretować samodzielnie swoje własne życie. Ludzie potrzebują głosu z zewnątrz, aby nie wpaść w niebezpieczny, subtelny, drobny jak rozsypane ziarno subiektywizm. Dlatego w środku utworu umieszczone zostało coś na wzór prorockiego upomnienia (w. 7). Prorocy przemawiali zawsze mocno i jednoznacznie. Ich sentencje powtarzały usta profety, ale treść wypowiedzi była przede wszystkim namaszczona duchem Pańskim. Tak samo w Psalmie 95 – oby człowiek się opamiętał! Oby dotarło do niego prorockie nawoływanie. Jaka będzie jego treść? O życiu wiecznym ludzi nie decyduje przeszłość, jakakolwiek błędna lub grzeszna by była. Nie wolno też marnować swoich dni, wypatrując mętnych kształtów przyszłości. Psalmista podkreśla z mocą, że zmiana dokonuje się dzisiaj (w. 7c). Tu i teraz trzeba podjąć decyzję o nawróceniu albo czas życia przepłynie bez odwrotu. Pan przebacza, tylko kiedy twarde serce człowieka żałuje i odwraca się od przywiązania do zła. Często jednak przebudzenie nie nadchodzi i wówczas ścieżki istnienia człowieka musi zastąpić jakiś prorok. Nie zmusza, nie nalega, ale przepowiada i zaznacza w życiu grzesznika Bożą obecność. To budzi serce z duchowego marazmu.
Czy nie za długo tkwisz we wspomnieniach z przeszłości? Czy nie jesteś marzycielem z wyobraźnią przesuniętą za odległy horyzont przyszłości? Spotkałeś kiedyś w życiu Bożego proroka? Kto nim jest? Co mu zawdzięczasz?
Oczywiście jak zawsze Psalm 95 będzie przede wszystkim szkołą nawrócenia serca. Nie chodzi tylko o to, by podkreślać, że trzeba mieć wrażliwą duszę – autor poematu czuje się wezwany, by pomóc ludziom w odejściu od oziębłości serca, dając do ręki konkretne, jak najbardziej praktyczne narzędzia. Hymn medytowany tej niedzieli okazuje tym samym Boga jakby w trzech obrazach, a każdy z nich stopniowo narasta, wchodzi w ruch, kroczy, dzięki czemu przybliża Stwórcę do ludzkiego wnętrza. Można więc w wersetach utworu spotkać Boga jako Pana wszechświata (w. 1–5), ale jest to obraz zbyt jeszcze odległy, żeby poruszyć sumienie człowieka. Do Boga trzeba się zbliżyć, czemu bardziej służy już drugi ze znaków, a mianowicie Pan modlącej się wspólnoty religijnej (w. 6). Niemniej jednak i to jest niewystarczające. Można kryć się bezpiecznie w ławkach kościoła, kolegialnie, na liturgii i nigdy nie przyznać się do Boga. W końcu więc psalmista opowie o Bogu żywym (w. 7–11), którego piękno i bliskość podbijają wnętrze wierzącego człowieka.
Czy z ręką na sercu możesz przyznać, że jesteś całkowicie zdobyty przez Boga? Jeśli nie, to jakie dzielą cię od Niego przestrzenie i dlaczego? Jak je zniwelować?
Boga bardzo boli obojętność ludzkiego wnętrza. Autor utworu podkreśla delikatność uczucia Stwórcy i wyraża problem rozmijania się Boga oraz duszy za pomocą dwóch pojęć. Pokolenie Żydów nad wodami zwątpienia, w pobliżu Massa i Meriba, to grupa zimnych dusz, które nigdy nie zaprzyjaźnią się z Panem, nie wybiorą Go serdecznie i szczerze (hebr. ‘am – linia rodu, grupa ludzi, obce pokolenie, potomkowie nikogo; w. 10). Jeśli nie usłuchają prorockiego wezwania, zaprą się w sobie, zawsze pozostaną już takim ludem – najgorzej być w historii narodem bez Boga. Kto pisze swoje dzieje bez Boga, zostanie zdominowany przez człowieka. Ludzie wyobcowani z wiary kończą na stronach kronik opisujących dzieje głupoty.
Twoja dusza jest gorąca od wiary czy zimna ze zwątpienia?
Znawcy antycznej historii Izraela uważają, że Psalm 95 był wykonywany podczas liturgii świątynnej, ale dokładnie w samym momencie wkraczania procesji na centralny teren świątyni. Śpiewają go więc ludzie, którzy widzą ołtarz oraz przybytek Boży, i uszczęśliwia ich miłosna obecność Pana. Trzeba to mówić wszystkim, którzy są jeszcze na czterdziestoletniej pustyni i często tracą oddech, siły albo motywacje, myśląc, że zbyt daleko leżą progi Pańskiego domu. Kiedy nie straci się tempa wiary i osiągnie się wreszcie Boga, wtedy dopiero widać, że życie duchowe było naprawdę fundamentem sensownego życia. Tak w chwilach tryumfu, jak w momentach dramatu.
Zobacz nasze inne aktualności