
Psalm 15
Prawy zamieszka w domu Twoim, Panie.
1 Psalm. Dawidowy.
Kto będzie przebywał w Twym przybytku, Panie,
kto zamieszka na Twojej świętej górze?
2 Ten, który postępuje bez skazy, działa sprawiedliwie,
a mówi prawdę w swoim sercu
3 i nie rzuca oszczerstw swym językiem;
ten, który nie czyni bliźniemu nic złego
i nie ubliża swemu sąsiadowi;
4 kto złoczyńcę uważa za godnego wzgardy,
a szanuje tego, kto się boi Pana;
ten, kto dotrzyma, choć przysiągł ze swoim uszczerbkiem;
5 ten, kto nie daje swoich pieniędzy na lichwę
i nie da się przekupić przeciw niewinnemu.
Kto tak postępuje, nigdy się nie zachwieje.
***
Psalm 15 to skondensowany w kilku słowach moralitet, ale w całej treści można go uznać nawet za kompletny traktat etyczny. Zbudowany zaledwie z pięciu wersetów, które – mimo że są tak nieliczne – zostały literacko wyrzeźbione. Należy pamiętać podczas modlitwy wewnętrznej, że autorem tekstu jest sam król Dawid, mistyk i mistrz poezji. Utwór zachwyca więc dwojaką harmonią: kompozycją metafor, ale jeszcze bardziej spójną wizją ludzkiej egzystencji. Człowiek życiowo występuje też w podwójnej roli. Są ci, co obficie, dużo i kwieciście mówią, lecz w szczegółach codzienności, w praktyce zawodzą. Wybory weryfikują przemówienia. Ktoś zasłuchany w słowa mówcy w efekcie spada na dno rozczarowania. Zapowiadała się tak niezwykła przygoda, a jest jedynie przeciętność, nic wielkiego, a nawet szpetota faktów. Ale są też osoby zwięzłe w słowach, skupione, dobrze rozeznające terminy, które na polu konkretnej walki zachwycają skutecznością. Co wypowiedziały, to wypełnią. Właśnie tę harmonijną kompozycję życia odzwierciedla Psalm 15. Mało terminów, mało rozbudowanej teologii, za to praktyka konkretu. Mimo że król Dawid w innych utworach miał upodobanie w opisywaniu siebie samego, tym razem przemilcza swoje „ja”, pisząc wyłącznie o treściach obiektywnych. Psalm 15 nie ujawnia zatem żadnej osobistej tematyki, żadnej afektywności. Omawia jedynie zagadnienia obiektywnej moralności.
Mówisz zwięźle czy przemawiasz wielością pustych słów? Wprowadzasz w czyn to, o czym mówisz? A może twoje życie to jedna wielka, odrealniona opowieść bez związku?
Liturgia staroświątynna w Jerozolimie była prawdopodobnie bardzo rozbudowana i obfita. Miała z pewnością kilka części. Wspomniana wielowątkowość jerozolimskiego kultu wpływała stopniowo na formowanie się liturgii Kościoła. Na przykład w formie trydenckiego rytuału utrzymał się tak zwany psalm u stopni ołtarza, inaczej introit, czyli pieśń wstępowania, wznoszenia się, podchodzenia. Zanim kapłan Nowego Przymierza przystąpił do składania Ofiary Chrystusa, skupiał się na istocie rzeczy, recytując psalm stopni. Z jednej strony było to przygotowanie zgromadzenia do celebracji, z drugiej miało też inny, głębszy sens. Chodziło o skupienie wzroku wewnętrznego, duchowego, i zewnętrznego na Chrystusie, jedynej Ofierze i jedynym, prawdziwym Kapłanie. Człowiek nie jest w liturgicznej grze żadnym protagonistą, lecz kimś absolutnie obdarowanym. Potem do osoby ludzkiej, która otrzymała tyle od Chrystusa na liturgii, będzie należeć rozumne organizowanie sobie codziennego życia. Już na początku dzisiejszej medytacji warto uchwycić ten związek – modlitwa w świątyni i siła do etycznych, prawidłowych, osobistych wyborów, niezależnych od wpływu świata. Liturgią egzystencji ludzkiej jest właśnie opisana w psalmie moralność. Kapłanem doskonałego ołtarza eucharystycznej Ofiary będzie tylko Chrystus. Żaden człowiek nie może ofiarować się za zbawienie nikogo, tylko sam Bóg. Ale kapłanami na ołtarzach etyki są umocnieni łaską Pana ludzie. Wybory moralne to rodzaj ofiary poza kultem, bardzo cennej w Nowym Testamencie, a także w czasie Kościoła.
Czym dla ciebie jest moralność? Praktykujesz wybory etyczne jako smutną konieczność, zimne zasady, utarte obyczaje, które muszą już takimi być, choć równie dobrze można by je zmienić? Czy rozumiesz piękną, szlachetną głębię etyki?
Wspomniane zostało już wyżej, że ryt starotestamentalny miał kilka części. Psalm 15 został napisany z myślą o tak zwanej liturgii wejścia. Czym ona była? Jak była skonstruowana? Jakiego ducha modlitwy nosiła? Właśnie przed ujrzeniem przybytku jerozolimskiego sanktuarium pielgrzymi musieli się właściwie nastawić wewnętrznie. Było to jakieś echo rytuału babilońskiego albo innych obrzędów antycznego Orientu. Archeologia biblijna podpowiada, że na murach świątyń pogańskich można było nieraz zobaczyć wyryte całe instrukcje zachowań przed obliczem czczonego w danym miejscu bożka. Ale spotkanie z prawdziwym Bogiem to najważniejsze wydarzenie w życiu. Nie można odprawiać go byle jak. W takim wypadku lepiej już nie modlić się wcale. Dlatego obrzędy wejścia były skomponowane w formie poruszającego dialogu między służbą świątynną a gromadzącymi się licznie u stóp ołtarza pielgrzymami. Służba okrzykami animowała dusze, a pielgrzymi aktami modlitwy odpowiadali, wyrażając gotowość moralną i modlitewną do spotkania z Panem. Istotną częścią rytuału wejścia do stopni świątynnych musiało być oczyszczenie sumienia i deklaracja osobistej niewinności.
Czy stajesz przygotowany przed Panem? Czy dobiegasz do świątyni w ostatnim momencie? Jaka jest dzisiaj jakość twojej modlitwy? Czy przygotowujesz się do modlitwy osobistej oraz do Mszy Świętej? Jaki to rodzaj przygotowań?
Oczywiście w wierze niewinność to nie to samo, co niepokalaność czy brak zmazy. Każdy zaciąga winę przed Bogiem, bo słabość nieustannie towarzyszy dniom człowieka na ziemi. Chodzi o to jednak, by budzić wyższe pragnienia i przeprowadzić ludzkie serce od fascynacji doczesnymi wartościami do absolutnego pragnienia Boga. W gruncie rzeczy ten poruszający dialog między służbą świątynną a pielgrzymami miał na celu pobudkę do odpowiedzialności. W liturgii Pan wziął na siebie wieczny los wierzącego człowieka, ale w życiu ludzie, którzy dopiero co uczestniczyli w liturgii, muszą przyznawać się do wartości Bożych. Tym w istocie jest moralność chrześcijańska. To nie jakieś pruderyjne zasady, ale Boża aksjologia. Zachować się etycznie w chrześcijaństwie to pomyśleć w danej chwili tak, jak myśli Pan, i według tego zamysłu dokonać koniecznego wyboru.
Czy decydując się na coś, próbujesz pytać i słuchać Boga? Przyznajesz się w życiu publicznie do Bożej aksjologii?
Po obrzędach wstępnych akcja Psalmu 15 zdaje rozwijać się w dwóch różnych lokalizacjach, a więc w przestrzeni fizycznie ustalonej oraz w zaraz potem w wymiarze mistycznym, duchowym. Pierwsze miejsce to namiot lub przybytek, w którym pielgrzym ma nadzieję zobaczyć Stwórcę (w. 1b). Bohater modlitwy widzi siebie jako gościa w progach Pańskich. Tak, pierwszy przybytek w historii izraelskiego kultu był bowiem Namiotem Spotkania, w którym na pustyni, podczas wędrówki przechowywano z należną czcią Arkę Przymierza. Chodzi więc tu o bardzo konkretną myśl. Mimo że od wieków do dziś i aż po chwilę paruzji wierzący budują świątynie i w nich gromadzą się u stóp ołtarza, by sprawować kult, to jednak liturgia nigdy nie zapomina o przenośnych czasach rytuału pustyni. Pielgrzym ma zawsze status wędrowca, życiowego nomady, który nie zagnieździ się nigdzie na sto procent, lecz wytrwale będzie zmierzał ku wiecznemu sanktuarium.
Czy praktyka wiary rodzi w tobie wieczną wolność? Masz świadomość, że kiedyś odejdziesz z tego świata i staniesz przed Bogiem twarzą w twarz? Czy i jak przygotowujesz się do tak nieuchronnego momentu?
Dlatego natychmiast, zaraz po powrocie do znaku, jakim był Namiot Spotkania, autor Psalmu 15 odwołuje się do jeszcze szerszego symbolu. Pielgrzym wstępował do przybytku Pana w namiocie, ale ostatecznie musi kierować kroki na liturgię ku świętej górze Boga (w. 1c). O ile jednak namiot pustynny, pierwsze sanktuarium, uczyniło z niego nomadę i wędrowca doczesności, o tyle na świętej górze będzie się mógł stabilizować. Tam znajdzie dom, zakorzeni się i zamieszka. Co to za góra? W pierwszym rozwinięciu należy myśleć o świętym Synaju, szczycie niepowtarzalnej obecności Pana i dialogu z patriarchą Mojżeszem. Synaj jednak stopniowo, wraz z rozwojem refleksji proroków i starotestamentalnych pisarzy aż po Apokalipsę Nowego Testamentu przeobraża się w symbolikę nieba oraz wieczności. Wierzącemu nie wolno przywiązywać się na sto procent do doczesnego domu. Dlatego tak wielką, moralną cenę w Kościele mieli i mieć powinni nadal mnisi albo misjonarze – ludzie wykorzenieni, którzy usiłują skupić się na jedynym rzeczywistym majątku człowieka, to jest na wieczności. Innych doczesnych dóbr trzeba używać do podtrzymania życia fizycznego – używać, ale nie posiadać w sposób zniewalający, afektywny, upragniony.
Czy twoje przeżywanie doczesności charakteryzuje stabilność? A może masz serce porwane przez pasję posiadania, doświadczania przyjemności, co skazuje cię na ciągłą zmienność?
W dalszej części refleksji psalmista stawia ciekawe zagadnienie: Kto jest godny Synaju? Kto otrzyma wieczne mieszkanie? I udziela bardzo precyzyjnej odpowiedzi: Admirator prawości, inaczej miłośnik sprawiedliwości (hebr. tsadik – poddany próbie, sprawdzony, sumienny, niezachwiany w sprawiedliwości, bez zmazy, nienaganny; w. 2). Warto w tym miejscu modlitwy wewnętrznej wrócić do wspomnianego wcześniej związku między kultem a siłą do moralnego życia. W myśleniu człowieka biblijnej starożytności sprawiedliwość nie była jedynie aktem etycznym – tak, nade wszystko dewocja miała moralne konsekwencje. Jednak w Biblii cnota sprawiedliwości jest harmonijnie powiązana z pobożnością. Człowiek przejmuje swoje wnętrze bliskością Boga, jakiej doświadcza na modlitwie. Modli się i widzi pięknego Stwórcę, a w konsekwencji ludzkie serce jest całkowicie przeniknięte pięknym życiem, czyli jakby naśladowaniem samego Boga. Kto modli się głęboko, kto jest szlachetnie, poważnie pobożny, jakby zapomina o pokusach do złego. Korupcja moralna już go nie dosięga, a nawet nie pociąga. Prawdziwa dewocja daje duszy niezapomniany smak wewnętrznego rozwoju, który tłumi podniety i pokusy.
Na ile jesteś wolny od pokus? Czy smak pobożności jest w tobie silniejszy od pokusy, czy odwrotnie?
Dosłownie parę wersetów od tego momentu rozmyślania tematyka medytowanego tekstu dosięga mądrościowej kulminacji. Tu jest to najważniejsze, co chciałoby się dziś powiedzieć. Ostatnia teza Psalmu 15 naprawdę rzadko pojawiała się w myśleniu pobożnego Żyda. Oto do Boga ostatecznie dusza ludzka nie zbliży się za pomocą aktów kultycznych, w których udział nie jest stosunkowo tak trudny. Prawdziwą, trwałą, jednoczącą więzią ze Stwórcą będzie prawość moralna, klarowność sumienia (w. 3–5). Z tego powodu – i to musiało kosztować wiele wysiłku każdego wierzącego Hebrajczyka – ludzie niepraktykujący mogą również iść w kierunku Pana. Droga w stronę Boga dla nikogo nie jest zamknięta. Obrzędy to górne piętro wiary, zwieńczenie modlitwy, a ludzkie serce jest zdolne otworzyć się na Stwórcę najprostszymi przeczuciami, osobistym dialogiem, modlitwą dziecka czy nawróceniem w chwilach ciemności i cierpienia. To są często pierwsze ślady Boga w ludzkim wnętrzu. Stopniowo potem przychodzi formacja i poznanie wiary.
Zobacz nasze inne aktualności