To jedna z tych wzruszających chwil, w których historia zatacza idealne koło. Pół wieku temu młody, pełen zapału neoprezbiter odprawiał tu swoje pierwsze msze, uczył się kapłaństwa i pewnie nawet nie przypuszczał, dokąd rzuci go los. W sobotę 13 czerwca abp Tomasz Peta – metropolita Astany w Kazachstanie – wrócił do parafii św. Mikołaja w Witkowie. Wrócił jako żywa legenda misji, by w miejscu swojej pierwszej placówki duszpasterskiej świętować złoty jubileusz kapłaństwa.

Witkowo to tylko jeden z przystanków na trasie jubilata – abp Peta przeżywa obecnie swoje dziękczynienie w kilku parafiach, z którymi związała go kapłańska droga. Spotkanie w witkowskiej świątyni zgromadziło wielu parafian i gości, którzy chcieli osobiście podziękować kapłanowi za lata jego niezwykłej posługi. Było uroczyście, a zarazem niezwykle ciepło i kameralnie.
A wszystko zaczęło się od… odrobiny „świętej zazdrości”.
Telefon, który zmienił wszystko
Kiedy młody ks. Tomasz zaczynał swoją drogę, Kazachstan nie był nawet w sferze jego marzeń. W seminarium działało wprawdzie prężne koło misyjne, ale prawdziwy impuls przyszedł z zupełnie innej strony.
– Pierwszy taki impuls to był wyjazd mojego kolegi z rocznika, księdza Floriana Cieniucha, do Wenezueli – wspomina z uśmiechem abp Peta. – Wtedy pojawiła się, można tak powiedzieć, zazdrość… Może to było dobre uczucie, może nie, ale to właśnie wyjazd Floriana trochę skierował moje myśli na misyjne tory.
Planował Amerykę Południową, ale ówczesny Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński, kazał mu poczekać. Minęło czternaście lat gorliwej pracy w kraju. Pojawiła się opcja wyjazdu na Białoruś, wszystko było już prawie dopięte, aż nagle… Wiosenny dzień 1990 roku i telefon od bpa Jerzego Dąbrowskiego, który rzucił krótkie: „Księże, można jechać do Kazachstanu”.
– Gdy usłyszałem to przez telefon, po prostu ugięły się pode mną nogi – opowiada nie ukrywając emocji abp Peta. – To był zupełnie inny, nieznany świat. Wciąż Związek Radziecki, nikt wtedy nawet nie przypuszczał, że ten kolos tak szybko upadnie. Czułem ludzką niepewność, zwyczajny strach. Ale życie szybko uczy, że Opatrzność Boża budzi się o wiele wcześniej niż my każdego dnia.
Rzeczywistość, jaką zastali na miejscu, była uderzająca. Żadnych struktur, żadnych diecezji. Kiedy młodzi księża zapytali biskupa w Polsce, komu właściwie będą tam, na miejscu, podlegać, usłyszeli w odpowiedzi: „Panu Bogu! Ale za to dokumenty będziecie mieli mocne”.

Kościół na spalonym stepie
Dziś Kazachstan wygląda zupełnie inaczej. Gdy ks. Tomasz dotarł tam 36 lat temu, w tym gigantycznym państwie po dekadach komunistycznego ateizmu pracowało zaledwie kilku katolickich księży. Obecnie Kazachstan to niepodległa republika z pełnymi strukturami kościelnymi, własną metropolią i prężnie działającą Konferencją Episkopatu.
Co ciekawe, zapytany o największe zmiany, abp Peta nie mówi o budynkach czy dekretach. Mówi o ludziach.
– Zmieniło się prawie wszystko, ale nie zmienili się ludzie, którzy tam tak potwornie wycierpieli. I nie mówię tylko o Polakach, bo w Kazachstanie żyje sto trzydzieści narodowości. Wszyscy ucierpieli przez historię. I może paradoksalnie to wspólne cierpienie sprawiło, że w ich sercach ocalały niesamowite pokłady dobroci? Pod tym względem ludzie są wciąż tak samo wspaniali.
Misyjne paliwo wciąż potrzebne
Święto w Witkowie było pięknym wspomnieniem skromnych początków, ale misyjna codzienność to nie tylko radosne jubileusze. Kościół w Kazachstanie – mimo że dojrzały i doskonale zorganizowany – wciąż stoi przed ogromnymi wyzwaniami. Największym z nich są migracje. Kiedy otworzyły się granice, wielu wiernych (w tym osoby z polskimi korzeniami) zdecydowało się na wyjazd z kraju.
Czy tamtejszy Kościół jest już w pełni samowystarczalny? Jubilat stawia sprawę jasno i bez owijania w bawełnę:
– Jeszcze bardzo długo Kazachstan będzie potrzebował pomocy z zewnątrz – i tej personalnej, i materialnej. Właśnie przez te ciągłe migracje, przez to, że ludzie wjeżdżają i wyjeżdżają. Wsparcie z Polski i ze świata wciąż jest nam tam niezbędne.
Jubileuszowa uroczystość w parafii św. Mikołaja na długo zostanie w pamięci mieszkańców Witkowa. Dla nich, pół wieku temu, ks. Tomasz był po prostu młodym wikariuszem, który stawiał tu pierwsze duszpasterskie kroki. Kiedy po pięćdziesięciu latach stanął przy tym samym ołtarzu – krąg się zamknął.
W tej wyjątkowej uroczystości wziął udział również ks. Przemysław Robaszkiewicz, sekretarz krajowy PDRW, który na zakończenie złożył dostojnemu jubilatowi oficjalne życzenia w imieniu Papieskich Dzieł Misyjnych.
Ks. Przemysław Robaszkiewicz
Zobacz nasze inne aktualności