
Psalm 146
Ubodzy duchem mają wstęp do Nieba.
1 Alleluja. Chwal, duszo moja, Pana,
2 chcę chwalić Pana, jak długo żyć będę;
chcę śpiewać Bogu mojemu, póki będę istniał.
3 Nie pokładajcie ufności w książętach
ani w człowieku, u którego nie ma wybawienia.
4 Gdy tchnienie go opuści, wraca do swej ziemi,
wówczas przepadają jego zamiary.
5 Szczęśliwy, komu pomocą jest Bóg Jakuba,
kto ma nadzieję w Panu, Bogu swoim,
6 który stworzył niebo i ziemię,
i morze ze wszystkim, co w nich istnieje.
On wiary dochowuje na wieki,
7 daje prawo uciśnionym i daje chleb głodnym.
Pan uwalnia jeńców,
8 Pan przywraca wzrok niewidomym,
Pan podnosi pochylonych, Pan miłuje sprawiedliwych.
9 Pan strzeże przychodniów, chroni sierotę i wdowę,
lecz na bezdroża kieruje występnych.
10 Pan króluje na wieki, Bóg twój, Syjonie – przez pokolenia.
Alleluja.
* * *
Udział Boga w prowadzeniu historii świata jest bezdyskusyjny. W filozofii chrześcijaństwa Stwórca nie będzie nigdy brany za pewien typ mechanicznego Absolutu, który udziela swej wszechmocy jakiejkolwiek, aspirującej do tego, inteligentnej istocie. Wystarczy, że znajdzie się kod do wnętrza Boga, a każdy będzie wówczas w stanie wydostać stamtąd bezcenny, upragniony przez wszystkich, omnipotentny skarb. Nie, w chrześcijaństwie Bóg to żywy Ojciec i wierny Przyjaciel. We wnętrzu Trójcy znajdują się nieomylne pragnienia co do kierunku rozwoju świata i ludzi – gdyby tak człowiek potrafił je odczytać, uszanować i stosować, jego egzystencja uniknęłaby dławiącej za gardło pustki, bezcelowości, bezkierunkowości. Pan potrafi wcielać swoje pragnienia wobec doczesnej historii w życie, ale potrafi również czekać na to, co myśli i czego chce osoba ludzka. Ten moment dziejów – wyczekiwanie przez Boga na ruch człowieka – nigdy nie jest łatwy. Obfituje w niewyraźne momenty marazmu do tego stopnia, że wielu pyta: czemu Bóg nie zagrzmi, to jest nie wtrąci własnej mocy do nieczytelnego na tę chwilę scenariusza? Z szacunku do ludzkiej rozumności i wolności. Opatrzność Boża to plan pełnego wykorzystania darów, które uprzednio Stwórca powierzył stworzeniu. Nie zakłada ona jednak ludzkiej bierności. Pan jednym trzęsieniem ziemi mógłby powalić w proch mury więzienia, za którymi skuto człowieka na niewolnika (w. 7b). Przez samo zrzucenie kajdan nie dokona się jednak całe dzieło wolności. Jak bardzo autentyczny jest Bóg.
Czy odczuwasz czasem wewnątrz wiary i duszy momenty Bożej nieobecności? Jakby Pan się oddalił, ukrył – jak je rozumiesz i przeżywasz? Czemu takie chwile mogą służyć?
Można powiedzieć, że psalm 146 jest jakimś ostatecznym rozliczeniem się wierzącego człowieka z dramatyczną kwestią dziejowej sprawiedliwości. Poeta wymienia podstawowe kategorie osób, których ciężar życia – jak się wydaje – obarczył, dotknął i obciążył najwięcej spośród ludzi. Stwórca jest bez wątpienia Kreatorem nieba i ziemi, i mórz wraz z resztą istnienia (w. 6), ale dopuszcza, by pojawili się na scenie życia uciśnieni i głodni (w. 7). Dalej wspomina się o jeńcach, ale też wygnańcach, sierotach, wdowach oraz ludziach obarczonych upokarzającą słabością fizyczną (w. 8-9). Kto urodził się z takim jarzmem, ten miał od razu w życiu pod górkę. Szło mu od początku o wiele trudniej. Musiał włożyć podwójny wysiłek, by dopełnić szczęśliwie własnego istnienia. Jedni w punkcie wyjścia, obarczeni nieoczekiwanym, to jest niewybranym przez nich ciężarem – poddają się, ustępują, przeklinając nawet dni swojego istnienia. Ale drudzy podejmują wyzwanie i stają się dowodem siły Bożego błogosławieństwa, nad które nie znajdzie się nic silniejszego we wszechświecie.
Jaki, nieplanowany, ciężar niesiesz ze sobą przez życie w pakiecie? Niechciane brzemię traktujesz jak trudne błogosławieństwo, czy jak przekleństwo ślepego losu? Widzisz w tym jakąś tajemniczą, dalekowzroczną logikę Stwórcy?
Zatem Pan podtrzymuje, uzdalnia, wspiera udzielaniem mocy, ale nie wyręcza ludzi w ich walce. Psalmista składa tutaj własne credo – Bóg jest strażnikiem życia ludzkiego, szczególnie istnienia osób dotkliwie obarczonych (w. 9). Ale strażnik to nie bezmyślny dyspozytor. Pobłogosławieni ludzie sami potrafią doprowadzić do przełomu – wówczas dopiero odkrywa się cały sens, smak, najgłębszą istotę egzystencji. Nie przez wyręczenie, lecz przez zaangażowanie się człowieka. Gdy oczyszczony z fałszywych zarzutów więzień rozpoczyna nowe życie i świadczy całym sobą o sprawiedliwości. Gdy niewidomy, nauczony konturów świata na pamięć, samodzielny, wsparty jedną jedyną laską ślepca, stawia pierwszy krok, a po latach zdolny jest do okrążenia kuli ziemskiej. Gdy sierota i wdowa znów wierzą w miłość – wówczas Bóg jest uwielbiony. Chwałą Boga jest nieustanne przełamywanie się ludzi, których wąsko myślący sąsiedzi skazali na drugi rząd w kategorii istnienia.
O co w życiu powinieneś bardziej zawalczyć? Z jakiego dołka powstać? Jaką trudną sytuację ponieść na ramionach? O jaki przełom może Bogu chodzić w Twoim życiu?
Tym też na koniec czasów, ale i zawsze, w każdej chwili, będzie się różnić uwielbienie Stwórcy od chwały, której poszukują docześni władcy. Królowie i książęta lubią praktykować rozdawnictwo, aby to na nich zapisywano głosy obsypanego dobrami elektoratu. Kacykowie sobie tylko wmurowują tablice i dla siebie piszą rymowane bitwami, fundacjami czy przymierzami inskrypcje – ale czy będą one pełną prawdą o dokonanych tu i teraz wydarzeniach? Po wiekach zagrzebią się w nich ciekawi przeszłości archeologowie i pomyślą, że znaleźli prawdę. Tymczasem chodziło o opis ludzkiej pychy, której nawet najmniejszego śladu nie znajdzie się w Bogu. Stwórca, który ma wszystko – niczego nie pragnie, ale kocha to, co stworzył. Miłość bez przywiązania wypełnia kochające wnętrze konieczną pokorą. Tym samym nie zniewala, nie podporządkowuje sobie – przeciwnie, uwypukla piękno i talent drugiego, czyli tego, którego się kocha. Dlatego psalmista chce uwielbiać Boga, a nie doczesnych władców (w. 2-3). Każdy, kto chce żyć miłością, niech lepiej złoży swoje istnienie u stóp wiecznego Pana. On wydaje się być nieraz daleko od ludzkiego serca, ale to tylko złudzenie. W Bogu żywym nie ma przestrzeni, nie ma tym samym żadnej odległości. Pan nie szuka dystansu do stworzenia. Przeciwnie, stawia na bliskość i buduje kontakt, nawet jeśli odnajduje człowieka w stanie skrajnej słabości.
Czy umiesz zdobyć się wobec kogoś na miłość bezinteresowną? Jak to rozumiesz i jak to praktykujesz? Czy kochając, adorujesz siebie i swoje uczucia? Czy zdolny jesteś przenieść wzrok na kochanego Człowieka i uczciwie szukać Jego dobra?
Co jednak stanie się, gdy ktoś odda się nie Bogu, bo ten jest zbyt daleko, lecz zawierzy się potężnym ludziom, których telefony kontaktowe, plakaty i adresy są zawsze na wyciągnięcie ręki i wydają się być tak bardzo usłużne? Docześni panowie skradną jego duszę, która była stworzona do chwalenia Pana (z hebr. ruah – tchnienie, wiatr, oddech, powiew, w. 1). Jak teraz żyć bez duszy? Choćby człowiek dostał więcej, niż pragnął – z pustym miejscem po duszy nie zaśnie, nie uspokoi się, nie będzie się więcej uśmiechał. Dusza w ludzkim wnętrzu osiąga pokój tylko na miarę wydania się Bogu – nikomu poza Nim bardziej ani ostatecznie. Z ludźmi warto się przyjaźnić oraz współpracować. Warto zawierać małżeństwa z miłości lub uczciwe sojusze – ale oddanie się tylko Bogu.
Czy nikt z ludzi nie skradł dla siebie Twojej wiecznej duszy?
Psalm 146 otwiera ostatnią część psałterza, zwieńczoną wielką pochwałą Pana. Warto codziennie otwierać usta i najpierw uwielbić Stwórcę. Bez pochwały Boga słowa składane jako hołd ludziom będą kłamstwem. Kłamstwo nieleczone wprowadza dusze w stan hipokryzji, która nawet jeśli przyniesie wielki zysk obłudnikowi, wypaczy mu ostatecznie człowieczeństwo. Kto najpierw chwali Boga, ten potem ceni człowieka we właściwej do całości proporcji.
PLIK DO POBRANIA
Zobacz nasze inne aktualności