
Psalm 98
Pan będzie sądził ludy sprawiedliwie.
1 Psalm. Śpiewajcie Panu pieśń nową, albowiem cuda uczynił.
Zwycięstwo zgotowała Mu Jego prawica i święte ramię Jego.
2 Pan okazał swoje zbawienie: na oczach narodów
objawił swą sprawiedliwość.
3 Wspomniał na dobroć i na wierność swoją wobec domu Izraela.
Ujrzały wszystkie krańce ziemi zbawienie Boga naszego.
4 Radośnie wykrzykuj na cześć Pana, cała ziemio,
cieszcie się i weselcie, i grajcie!
5 Śpiewajcie Panu przy wtórze cytry,
przy wtórze cytry i przy dźwięku harfy,
6 przy trąbach i dźwięku rogu: radujcie się wobec Pana, Króla!
7 Niech szumi morze i to, co je napełnia, świat i jego mieszkańcy!
8 Niech rzeki klaszczą w dłonie, niech góry razem wołają radośnie
9 przed obliczem Pana, bo nadchodzi, bo nadchodzi sądzić ziemię.
On będzie sądził świat sprawiedliwie i według słuszności – ludy.
* * *
Czy Psalm 98, podawany w tę niedzielę przez Matkę Kościół do liturgii na śpiew zgromadzenia i na osobistą modlitwę, to próba definicji człowieka spisana jakby nie wprost? Tak, osoba ludzka w treści utworu jest przedstawiona z dwóch perspektyw – Stwórcy i stworzenia. To dlatego człowiek jest czasem dla siebie samego zagadką. Wie, że nie jest Bogiem, co najwyżej pokuszony niebotyczną pychą może stawać się męczącym bożkiem, który zamiast dawać innym życie, zawłaszcza je, wysysa tlen z płuc, okrada. Ale z drugiej strony istota ludzka nie jest też do końca stworzeniem, choć odarta, wydziedziczona z moralności i duchowości potrafi zamienić się z wyglądu w zwierzę gorsze od zwierząt. Człowiek musi być kimś pomiędzy niebem a ziemią. Być może dlatego jego istnienie po wielekroć nabiera ostrego dramatyzmu i jest jak jazda sportowym autem na wirażu. W Psalmie 98, usiłując zdefiniować osobę ludzką, radykalnie mówi się, że człowiek sam nie przeżyje sensu życia ani radości wiecznej. Ostateczną chwałę podzieli nie tylko ludzkość, lecz także stworzona przez Boga, powszechna natura – stworzenie (w. 4). Cała ziemia, wszystkie kultury, warto to podkreślić, to coś nie zawsze obecnego w sercu hebrajskiego myślenia biblijnego człowieka. Dla Żydów liczyło się przeważnie tylko to, co hebrajskie. Psalm 98 wyzwala z podobnie ograniczonych horyzontów. Kres wszystkiego to otwarcie ludzkiego umysłu na pełnię rzeczywistości.
Jak definiujesz siebie? Kim jesteś? Czy nie kreujesz się na bożka? Czy nie spychasz się do poziomu zwierzęcia?
Doczesne dni człowieka bardzo często cechuje nieumiejętność realnej syntezy. Osoba ludzka w konsekwencji nierozumnej ślepoty po grzechu widzi poszczególne elementy świata w oderwaniu, bez złączenia, najczęściej przeciwne sobie. Dlatego też ludzie sądzą, że ciągle muszą opowiadać się po którejś z antagonistycznych stron, żyjąc w napięciu, w kontrze. Albo skrajnie, bez roztropności skupiają się tylko na jednym wymiarze, na jednej rzeczy, usiłując osiągać szczęście poza realiami. Niejeden człowiek, jak napisałby Tolkien, to smutny Gollum, który ucieka z wyimaginowanym pierścieniem od świata, z egzystencji, tworząc brzydkie, odizolowane pustkowie. Dlatego treść Psalmu 98 przypomina o harmonijnej nadziei. Autor utworu zapewnia, że można osiągnąć całość bez separacji, bez uzależnienia się od jednego impulsu, od jakiejś przesadnej pasji. Psalmista sugestywnie opisuje, jak łączą się siły Boga z pierwiastkami przemijającej natury. W psalmie Bóg ma siedem cech – to oznaka pełni (w. 1–2). Jest cudotwórcą, świętym, zbawiającym, sprawiedliwym, litościwym, wiernym i prawym Panem. W to z kolei układa się harmonijnie oczyszczony kosmos z jego czterema siłami naturalnymi, takimi jak morze, ziemia, rzeki i góry (w. 7–8). Ten obraz zostaje tu podany po to, aby człowiek zrozumiał, że może żyć harmonijnie – między Bogiem a ludźmi, między czasem a wiecznością, między narodzinami a śmiercią. Nie ma rozpaczy, jest nadzieja. Podział przyprawia o lament, harmonia przywodzi do szczęścia.
Twoje istnienie bardziej zależy od impulsów czy od harmonijnej nadziei? Nie jesteś fanatykiem jednej, jedynej wartości? Otwierasz się na rzeczywistość czy uciekasz na wyimaginowane pustkowie?
Jaka zatem będzie droga ludzkiej egzystencji uwolnionej od cienia rozpaczy? Tyle razy ludzka głowa musi przecież dociekać: jest się śmiertelnym robakiem czy wiecznym aniołem? Ani jednym, ani drugim. Żeby zdefiniować siebie – to pedagogiczny cel Psalmu 98 – ludzie muszą oglądać własne kształty w świetle Boga. Autor utworu wzywa wszystkich do zaintonowania nowej pieśni (w. 1). Od strony Stwórcy wszystko jest naprawione i możliwe. Jednak zbawienie nie dokonuje się automatycznie. Wymaga kroku ludzi w kierunku współpracy, współdziałania. Człowiek może przeżyć darowane mu istnienie w zwątpieniu, w pasywnej obojętności, jak mieszkańcy betonowych bloków z epoki komunizmu, za wysokim murem. Styl istnienia od meczu do meczu, od serialu do serialu, od pyskówki jednego polityka w stronę drugiego i na powrót. Nic dziwnego, że na dno duszy wpycha się wówczas ordynarny bezsens egzystencji. Potrzebna jest właśnie „pieśń nowa”, czyli podjęcie daru życia jak pięknie skomponowanej symfonii. Odświeżony ogród wokół domu przepowiada wiosnę, a nie jesienną śmierć. Odświętny strój świadczy o tym, że ktoś nareszcie uwierzył w swoją urodę i przestaje się ciągle szpecić, kaleczyć, ranić. Półotwarte drzwi znów dają sygnał, że jednak za chwilę przyjaciel, ukochana osoba, a w nich obecny Bóg, przekroczą ponownie próg domu. Ta „pieśń nowa” przywraca życiu stan afirmacji, usuwa rozpaczliwy kontekst potępienia.
Czy twój świat jest zwyczajnie ładny, estetyczny? Twój strój, mieszkanie, ogród, otoczenie? Dobrze ci w twoim świecie? A może wszystko tchnie brzydotą?
Kiedy istota ludzka zdefiniuje się wreszcie w świetle Boga, może na nowo odsłaniać własną twarz przed innymi, przed stworzeniem. W treści utworu poeta umieszcza dwa intrygujące znaki. Pierwszym jest głębokie morze, nieprzenikniony ocean zagadkowych wód (w. 7). Drugim będzie wysoka góra z jej oddalonym szczytem, z którego wypływają źródła rwących nurtów
rzecznych (w. 8). Ludzie lękają się ciemnej, morskiej głębi. Choć wszyscy pochodzą z wody pod sercem kobiety matki, boją się
mokrej, zimnej otchłani. Dlaczego? W logice biblijnej siedliska wód czasem opisywane są jako miejsca zamieszkiwane przez demona, najbardziej złośliwego przeciwnika ludzkiego losu. Wpaść w głębinę to dostać się w jego ręce. To znaczy nie panować nad sobą, nie decydować, bo coś innego, może ślepa, przeciwna, przemożna siła wyrokuje o przyszłości życia. Ale w Psalmie 98 nawet głębia morza opiewa swego Stwórcę, poddaje się Mu, podziwia Go. Bóg oczyścił wodę tak, że z siedziby złośliwych demonów stała się ponownie wodą życia. Można z niej pić, można obmyć twarz z upału, można odpoczywać w jej chłodzie, czyli narodzić się na nowo. Niektórzy jednak nadal nie chcą nowego sposobu istnienia, bo rozpacz jest wygodniejsza od wymagającej nadziei. Ale nawet ci już nie mają wymówki wobec Boga. Źródło zostało oczyszczone.
Potrafisz zaczynać od nowa? A może zacinasz się w rozpaczy? Czy nie oswoiłeś się ze swoim pesymizmem na stałe? Kiedy ostatni raz zacząłeś od nowa?
Z kolei wysokie szczyty w wymowie biblijnej przeważnie są miejscami przymierza. To jeden z monumentów Bożego słowa –
przymierze (hebr. berit – umowa, wymieszanie więzów krwi, serce w serce, oddanie się jednego w ręce drugiego; w. 9). Zbawienie ostatecznie będzie już niezachwiane przez żadną siłę, będzie wiecznym przymierzem. Tyle razy Stwórca usiłował bezpiecznie trzymać przy sobie człowieka, przez przysięgę Noego, Mojżesza i Abrahama, ludzie jednak ciągle odchodzili od Boga. Teraz dzięki Chrystusowi można żyć już tak, żeby nigdy i nic nie odłączyło nas od Stwórcy. To w istocie oznacza wdrapanie się na szczyt – ręka w rękę z Bogiem, ostateczna szansa na przymierze. A jednak wciąż są tacy, którzy wolą stać pod chórem kościoła i nie patrzeć ku ołtarzowi, w stronę większego istnienia, na szczyt. Oni jednak także nie znajdą w ustach ostatecznej wymówki przed Panem. Chmurne siły zostały odepchnięte, szczyt odsłonięty.
Czy masz jeszcze wielkie, życiowe pragnienia? Jeśli tak, to jakie? Jeśli nie – kiedy je utraciłeś? Czy masz pragnienie wielkiego życia duchowego czy zadowalasz się niedzielną religijnością?
Medytowany tej niedzieli Psalm 98 kończy wrażliwy, poruszający obraz chóru, który śpiewa nadchodzącemu królowi, wdzięcznie trącając dłonią o struny cytr oraz harf (w. 5). Tak potrafią komponować i śpiewać ludzie, którym – coś urzekającego!
– odpowiada z kolei chór natury: rzek, łąk, pól, gór, mórz szumiących i klaszczących falami (w. 7–8). Osoba ludzka ciągle musi przypominać sobie dopiero co odkrytą definicję – jest kimś między ziemią a niebem, między Bogiem a stworzeniem. W tym ukryty jest klucz do harmonijnej egzystencji. Ostatecznie pogląd Psalmu 98 na człowieka jest więc bardzo optymistyczny. Osoba ludzka, dziecko Boże to chórzysta o pięknym głosie. To muzyk, którego utwór zachwyca i uspokaja wewnętrzne, roztrzęsione zmysły, pozwalając duszy, uczuciom i mięśniom odpocząć. Jakie więc będzie ostateczne przesłanie, pointa utworu? Człowiek powinien przestać pogardzać sobą, skoro sam Stwórca stworzył go dla Bożego zachwytu. Konieczne jest więc stawanie w prawdzie. Nie po to jednak, by podlegać karze, ale po to, by przejść piękną zmianę.
TEKST DO POBRANIA

Zobacz nasze inne aktualności