
Psalm 146
1 Alleluja.
Chwal, duszo moja, Pana,
2 chcę chwalić Pana, jak długo żyć będę;
chcę śpiewać Bogu mojemu, póki będę istniał.
3 Nie pokładajcie ufności w książętach
ani w człowieku, u którego nie ma wybawienia.
4 Gdy tchnienie go opuści, wraca do swej ziemi,
wówczas przepadają jego zamiary.
5 Szczęśliwy, komu pomocą jest Bóg Jakuba,
kto ma nadzieję w Panu, Bogu swoim,
6 który stworzył niebo i ziemię,
i morze ze wszystkim, co w nich istnieje.
On wiary dochowuje na wieki,
7 daje prawo uciśnionym
i daje chleb głodnym.
Pan uwalnia jeńców,
8 Pan przywraca wzrok niewidomym,
Pan podnosi pochylonych,
Pan miłuje sprawiedliwych.
9 Pan strzeże przychodniów,
chroni sierotę i wdowę,
lecz na bezdroża kieruje występnych.
10 Pan króluje na wieki,
Bóg twój, Syjonie – przez pokolenia.
Alleluja.
Całość Księgi Psalmów zamyka tak zwany trzeci z wielkich Hallelów, czyli zbiorów lub nawet kodeksów zawierających pieśni allelujatyczne, inaczej mówiąc nasycone tonem modlitwy uwielbienia, chwały, wywyższenia Boga. Medytowany tej niedzieli Psalm 146 zaliczony został właśnie do trzeciego albo też finalnego Hallelu w Piśmie Świętym Starego Testamentu. Rzucającą się od razu w oczy charakterystyczną cechą tekstu jest to, że pierwszym i ostatnim słowem hymnu staje się wezwanie do pochwały Stwórcy, tak więc dobrze już znane zawołanie alleluja (hebr. hallelu-Jah – chwalcie, wysławiajcie, uwielbiajcie Pana, wywyższajcie jedynego Boga Jahwe; w. 1, 10). Znaczącym kontekstem Psalmu 146 był przepis żydowskiej tradycji duchowej, który ustanawiał go obowiązkowym elementem porannej modlitwy wszystkich Hebrajczyków. To ciekawy trop do budowania osobistej duchowości. Są dni ciemne, mroczne, są też dni tryumfu. Scena ludzkiego życia chwieje się często na zmiennych falach przeciwnych bądź sprzyjających człowiekowi wydarzeń. Nie można wydawać rozpoczynającego się dnia na pastwę ulotnych, światowych sił albo układów. Bóg zaś stoi zawsze w niezmiennej, odwiecznej pozycji. Kto powierza się Panu, ma szansę przeżyć nadchodzące godziny, kosztując czegoś z Bożej stałości. W przeciwnym przypadku chwiać się będzie i upadać razem z doczesnym światem i jego wahaniami.
Od czego zawsze rozpoczynasz swój dzień – od zawierzenia się Bogu czy od sprawdzenia telefonu? Idziesz przez życie pewnym czy chwiejnym krokiem? Masz plan na każdy dzień czy każda godzina to dzieło przypadku?
Autor Psalmu 146 od początku rozmyślania jasno wyznacza proporcje między możliwościami Boga a obietnicami innych ludzi. Człowiek człowiekowi gotów jest przyrzec bardzo wiele, szczególnie wtedy, gdy zwodzi go albo usiłuje wykorzystać czy przekonać do swojej idei. Są osoby, które w takiej sytuacji nawet przyrzekną wszystko, zaklinając się na każdą ze świętości tego świata. Psalmista przestrzega przed szukaniem protekcji u możnych, u książąt tego świata (w. 3). Nie da się znaleźć wybawienia w drugim człowieku. Ludzie mogą być co najwyżej ze sobą solidarni, przyjaźni, mogą się nawzajem rozumieć albo wspierać – biada jednak, kiedy jedna osoba drugiej zdaje się dawać zapewnienia absolutnego zbawienia. Wybawia tylko Bóg. Sugerowanie, że na innym człowieku można oprzeć się w sposób totalny, jest po prostu nieuczciwe. Autor psalmu zdobywa się nawet na to, że próżne obietnice ludzkie określa mianem zbrodni (hebr. awat – występny, pokrętny, zakłamany, fałszywy, przestępczy; w. 9). A jednak ciągle ludziom zdarza się przenosić ludzkie miłostki – śmiertelne motyle – nad skałę, nad opokę miłości duszy do Boga.
Czy nie czynisz się bożkiem w oczach drugiego?
W Psalmie 146 dzień ludzkiego życia, który zawsze warto oprzeć na Bożej pomocy, symbolizuje poniekąd kompletną ścieżkę istnienia. Nie wiadomo przecież, ile dni życia każdemu zostaje. Tym samym czas między jednym wschodem i zachodem słońca warto rozłożyć przed sobą, jakby przedstawiał mapę całego życia – przeżyć jeden dzień jak kompletną biografię. Nie da się zaplanować wszystkich lat tak, by przejść je na pełnym sercu. Da się natomiast zaplanować szczęśliwe dwadzieścia cztery godziny. Jaka jest zatem strategia psalmisty na dopełnione życie – na szczęśliwe spędzenie darowanego sobie dnia, branego za symbol spełnionego istnienia? Aby doświadczyć szczęścia, trzeba żyć duchem Bożym. Tylko Pan jest Stwórcą, to znaczy tylko od Niego wychodzi dar istnienia (hebr. osheh – twórca, kreator, ten, który wyprowadza dzieło z niczego, życiodajny; w. 6). Żyć szczęśliwie to znaczy nie pozwolić, by cokolwiek oderwało duszę od Stwórcy. Nie chodzi jedynie o pracę negatywną, obronną. W duszy musi obudzić się również twórcze, pozytywne poszukiwanie Pana, zbliżanie się do Niego. Im bliżej Boga, tym więcej potencji na szczęśliwe, zdrowe istnienie.
Na ile blisko Boga jesteś? Czy ktoś nie przesłania ci Stwórcy?
Przepisem Boga na doświadczenie pełni istnienia będzie również nabieranie dystansu do fałszywych elit, salonów, nieuczciwych kręgów wpływów, które bogacą się kosztem powszechnego sensu, kosztem uczciwości innych. Szczęście w życiu, oglądając je oczyma Stwórcy, to towarzyszenie ubogim tego świata. Psalmista wylicza wszystkie grupy, o które Pan troszczy się z wiernością, o które dba ze szczególnym znakiem miłości, udzielając im z wnętrza własnego, obfitego, Boskiego szczęścia. Nie ma tu doczesnych władców ani ludzi o dobrym mniemaniu, opinii lub szeroko rozpoznawalnej pozycji społecznej. Z kim zatem najchętniej jednoczy się Stwórca? W Psalmie 146 mówi się o konkretnych kategoriach ludzi, bez ogólników. Są nimi zatem: uciśnieni, głodni, jeńcy (w. 7). Dalej niewidomi, którzy nie znają, bo nigdy nie patrzyli na realne kontury świata. Za nimi pochyleni, przygnieceni do ziemi, a także wszyscy sprawiedliwi (w. 8). Listę przyjaciół Boga zamykają wędrowcy, uciekinierzy, a więc prześladowani oraz sieroty wymienione w spisie zaraz obok wdów (w. 9). Żadnych wielkich tego świata, tylko wszyscy wielcy w oczach Pana.
Czy znasz smak ubóstwa? Gdzie, w jakim wymiarze doświadczasz ubogiego stanu istnienia? Jak to przyjmujesz? Czy wspierasz ubogich ludzi? W jaki sposób? Czy ubóstwo to dla ciebie wartość ewangeliczna, czy rewolucyjna ideologia? Ubóstwo zbliża cię do ludzi czy stawia po dwóch różnych stronach barykady społecznego sporu o wyższość, władzę lub pierwszeństwo?
Dlaczego obcowanie z osobami, które mogą liczyć na uprzywilejowaną miłość ze strony Boga, to gwarancja szczęścia? Daru życia nie da się doświadczyć ani przeżyć teoretycznie. Wzniosłe myśli albo idee nie dorównują miłości praktycznej. Kto raz w życiu, grzejąc się przy ogniu, wysłuchał do końca, bez przerywania, bez zniecierpliwienia opowieści odrzuconej osoby, kto trzymał kiedykolwiek w swojej dłoni rękę dziecka, które nigdy nie widziało własnych rodziców, kto otworzył drzwi dla gonionego przez wściekłą sforę psów, bezbronnego, źle osądzonego uciekiniera i dzięki temu ocalił jeszcze jedno życie, bo nie zagryziono go do końca, ten wie, że nic nie jest w stanie odebrać mu posiadanego szczęścia. Nie pragnie się już wtedy niczego innego, nowego, niczego więcej. Niech trwa tylko proste, ubogie życie. Wieczność będzie czymś podobnie nieskończonym, niezłożonym.
Zobacz nasze inne aktualności