
Przybądź, o Panie, Tyś jest Królem chwały.
Psalm 24
1 Dawidowy. Psalm.
Do Pana należy ziemia i to, co ją napełnia,
świat i jego mieszkańcy.
2 Albowiem On go na morzach osadził
i utwierdził ponad rzekami.
3 Kto wstąpi na górę Pana,
kto stanie w Jego świętym miejscu?
4 Człowiek o rękach nieskalanych i o czystym sercu,
który nie skłonił swej duszy ku marnościom
i nie przysięgał fałszywie.
5 Taki otrzyma błogosławieństwo od Pana
i zapłatę od Boga, Zbawiciela swego.
6 Takie jest pokolenie tych, co Go szukają,
co szukają oblicza Boga Jakubowego.
7 Bramy, podnieście swe szczyty
i unieście się, prastare podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.
8 «Któż jest tym Królem chwały?»
«Pan, dzielny i potężny,
Pan, potężny w boju».
9 Bramy, podnieście swe szczyty
i unieście się, prastare podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały!
10 «Któż jest tym Królem chwały?»
«To Pan Zastępów: On sam Królem chwały».
Bez wątpienia Dawid napisał psalm 24 jako jeden z hymnów przewidzianych na tak zwaną liturgię stopni – czyli na modlitewne momenty wstępowania ludu wierzącego do świątyni. Temat ten zajmuje wiele miejsca w refleksji króla i poety, często powraca jak bliski sercu afekt. Dawid wielokrotnie doświadczał losu wygnańca, a nawet banity. Ktoś, kto wiele czasu żyje jak bezdomny, wydziedziczony, odległy, odcięty od swoich – marzy o wielkim powrocie do domu. Dlatego tyle tekstów władca komponuje na wzór liturgicznych śpiewów wstępowania do świątyni. Dawid już doświadczył, że ziemia, po której wędrował i morza, przez które uciekał, są własnością Pana (w. 1). Tak często przed oczyma prześladowanego uciekiniera rozpościera się harmonia wspaniałych widoków. Nic jednak z doczesnego piękna nie jest tak głębokie jak doświadczenie powrotu do domu Boga – do siebie, do równowagi, do wewnętrznego pogodzenia się z sobą samym, wreszcie do pokoju i ciszy.
Doświadczyłeś kiedyś wygnania z duchowego domu, samotności na pustyniach kultur i cywilizacji? Przeżyłeś? Czy zginąłeś wewnętrznie, żyjąc dalej jedynie somatycznie, fizycznie? Czy dziś jesteś u siebie z życiem? Wypełnia Cię pokój, czy nadal ucieczka przed zbyt silnym wiatrem?
Dzisiejszy hymn ma również swoją specyfikę, cechę szczególną, której nie wolno ominąć. Autor nie opowiada jedynie o wstępowaniu pobożnych pątników na świątynne schody. Nagle pomiędzy utrudzonymi szeregami rozmodlonych wędrowców pielgrzymuje Ktoś jeszcze – i to Ktoś szczególny. Sam Bóg wstępuje ze swym ludem do świątyni pod imieniem Króla chwały (w. 7). Co to za niezwykła chwila w historii zbawienia? Czy Pan kroczy między wiernymi? A może zajmuje sobie należne miejsce na tronie historii i na szczycie ludzkiej duszy? I jedno, i drugie. Sceneria powrotu Boga do świątyni, między procesjami wierzących Mu pielgrzymów, budzi wiele myśli i skojarzeń. Przede wszystkim jest On Panem sprawiedliwym. Świątynię odebrano ubogim ludziom, rezerwując jej dziedziniec dla zyskownego kultu pysznej elity. Bóg chce, aby Kościół dziś – dawna świątynia, ponownie otworzyć dla ludzi. Aby wszyscy mogli doznać duchowego umocnienia. Dlatego Pan sam wprowadza spragnionych wewnętrznie ludzi na schody przybytku. Kościół służy przede wszystkim duchowym potrzebom wierzących i nie można świątyni zawłaszczyć i przeznaczyć do czegoś zupełnie przeciwnego – do handlu, do splendoru wpływowych ludzi, do korupcji, do próżności, do polityki.
Czy masz swoje miejsce w świątyni Boga, którą dziś jest już Kościół Chrystusowy? Po co jesteś członkiem Kościoła? Chodzi Ci o Jezusa, o wiarę, o sakramenty i Ewangelię – a może o inne, ludzkie cele?
Należy zauważyć, że wstępowanie Boga do świątyni jednocześnie zostało w utworze ustylizowane literacko na obejmowanie tronu lub na audiencję orientalnego monarchy (w. 7). Pan jest otoczony tłumem wyznawców, którzy kochają Go i oddają Mu chwałę. Symbolika wschodniego władania pozwala odczuć kierunek, w którym trzeba prowadzić wewnętrzny rozwój wiary. Władcy orientalni cieszyli się nieograniczoną supremacją nad duszami poddanych. Posiadali pozycję w zasadzie absolutną. Nie należy oczywiście szukać w tym prawdziwego obrazu Boga, lecz pedagogicznej sugestii, że wiara człowieka nie powinna wyrażać się połowicznie. Półśrodki są sprzeczne z samą naturą wiary. Albo ludzie oddają swą duszę w pełni, albo nie uwierzą Bogu do końca i nie zjednoczą się z Nim – wiara zostanie sprowadzona do poziomu płytkiej religijności zewnętrznej, która wpędzi dusze w stan hipokryzji i w konsekwencji zatrzasną się bramy zbawienia.
Czy dążysz do pełnego oddania się Bogu, a może jest to dla Ciebie jednak drugorzędne, nawet obojętne? Dlaczego?
Intronizacja na wzór orientalny zostaje w tekście powtórzona jak refren, zresztą pięknie zbudowany stylistycznie. Zgrabne wiersze, które wychodzą spod pióra Dawida, budzą wyobraźnię. Spoza słów subtelny wzrok czytelnika wydobywa intensywny obraz. Oto Król wstępuje na właściwe sobie miejsce – na tron, a wiwatujący, zarazem rozmodlony tłum wiernych docieka: Kim On naprawdę jest? Psalmista z rozmysłem udziela podwójnej odpowiedzi. Ukochany Władca witany w świątyni to wojownik – Pan potężny i dzielny w boju (w. 8). Bóg towarzyszy dobrym zmaganiom swojego dziecka. Przecież ludzkie życie obfituje w walki, w dramaty – Pan to wszystko zna, bierze solidarnie na siebie, rozumie, niejednokrotnie wyręcza zmagającego się człowieka. Ale doczesność jest jedynie chwilą i nie trzeba nadawać jej przesadnego znaczenia. Kiedyś zmaganie się o sens dobiegnie końca i wtedy ludzie rozpoznają w Królu wielkiego Pana odwiecznych zastępów (w. 10). Po doczesnej walce, jakkolwiek będzie ona trudna, Bóg będzie pierwszym, który wiernego Mu człowieka sam wprowadzi do świątyni wieczności.
Walczysz o życie razem z Bogiem, czy prowadzisz samotną walkę? Patrzysz na kres istnienia z wiarą? Czy absolutyzujesz doczesne wartości, które i tak kiedyś się skończą?
W psalmie 24 zostaje również twardo wypunktowana skłonność człowieka do konstruowania zewnętrznych, asekuracyjnych gestów kultu albo rytów, które nie zmieniają wnętrza. Nazywa się to dosadnie obłudą (z hebr. shaw – zakłamanie, fałsz, dwulicowość, w. 4). Pan swoim wzrokiem przenika osobę ludzką na wskroś, do samych głębin sumienia i duszy. Nie można stanąć więc przed Bogiem objawienia jedynie z pełnymi rękami, ale z sercem odwróconym i pozbawionym miłości. Po co przynosić kosze darów, kiedy kosz sumienia przeraża pustką? Kiedy człowiek modli się – uczy psalmista – wówczas staje przed obliczem samego Boga (w. 6). Tu nie ma drewnianych ołtarzy, dźwięku dzwonków i woskowych świec. Podczas kultu i w chwilach szczerej modlitwy otwiera się nad ludzkim sercem żywe oblicze Pana. Oblicze reprezentuje w Biblii całą osobę, jej szczerą bliskość. Można przyjąć aż taką intymność duchową i przeżyć autentycznie, otwierając szeroko przestrzenie własnej duszy na obecność Stwórcy. Zatem nie chodzi o rytuały, lecz o czystość wnętrza.
Czy w Twojej modlitwie patrzysz Bogu twarzą w twarz?
Człowiek czasów antycznych, w epoce, kiedy powstaje psalm 24, stara się zrozumieć Boga, siebie i świat nie tylko za pomocą narzędzi starotestamentalnej religii. Powoli ważną pozycję w refleksji, w metafizyce, w teogoniach – czyli mitologicznych wizjach początku i celu wszystkiego – zajmuje filozofia, a szczególnie tak zwana kosmologia. Będzie ona próbą powszechnej wizji nie tylko ziemi, ale całego wszechświata, do którego musi odnosić się osoba ludzka. Albo w nim przeżyje i potwierdzi właściwą sobie pozycję – albo zredukują człowieka do zera siły naturalne, demoniczne lub bogowie sprawniejsi niż on sam. W treści psalmu pojawiają się podobne wątki. Właśnie w twierdzeniach antycznej kosmologii świat jawił się jako przestrzeń otoczona tajemniczym praoceanem, w którym zanurzone było z konieczności każde istnienie (w. 2). W czasach starożytnych, do dzisiaj zresztą, ludzkie serce z łatwością rozrywa pokusa pesymizmu, której korzenie rozrastają się w poczuciu nic nieznaczenia. Bo czym jest w istocie człowiek? Nieświadoma kropla w zbiorniku wielkich wód przypadkowo napisanej historii – powiedzą sceptyczni filozofowie.
Jakim wzrokiem patrzysz na swoje życie – pesymisty czy optymisty? Nie pogardzasz tym, co masz i kim jesteś? Naprawdę szanujesz siebie? Ile razy i dlaczego żałowałeś daru istnienia?
Psalmista po to jednak wraca do antycznej intuicji kosmicznej, by zbudować, a nie zniszczyć do końca człowieka. Wszystkie wojny, spory o władzę, pisanie wzniosłych poematów i rozpaczliwe przeciwstawianie się nieuchronnemu fatum, szalona miłość aż do zatracenia, misterne tworzenie korytarzy tytułów, układów, awansów, dorabianie się, cztery konta w pięciu bankach – faktycznie zdarza się to wszystko ludziom tylko po to, by udowodnić swoją wartość. To desperacki sprzeciw, że ludzkie istnienie nie jest nic nieznaczącą kroplą, parą wodną, co zniknie po sekundzie bez śladu. Desperacja jednak nie będzie receptą dla autora hymnu. Dawid wskazuje inny sposób na ocalenie sensu istnienia – siłę wartości, moc moralności, solidność fundamentu, na którym stawia się nie świat wokół, ale niezłomne wnętrze człowieka (w. 3-5). Osoba solidna, prawa, zdecydowana – można posłużyć się tutaj ewangelicznym odniesieniem – tylko Boży gwałtownik posiądzie błogosławieństwo Pana na wieki. Bóg naprawdę nie ma upodobania w mięczakach. Obdarował każdego z ludzi od urodzenia pełną barwą talentów wystarczających, by człowiek żył nieprzeciętnie.
Zobacz nasze inne aktualności